A jeśli życie – ciało i krew

Wiecie, że w USA luty jest miesiącem Historii Czarnoskórych? Zostawiam was z tym, moim wierszydłem i majorem Tomem 😉

 

A jeśli życie

Samoloty jak deszcz spadające z nieba

Ale to jest właśnie życie

Papierowy ptak w twojej dłoni

To jest właśnie życie

Pochylone kręgosłupy napięte mięśnie pleców

Tak to jest właśnie życie

 

Poranione dłonie równy marsz

Uderzanie stóp o ziemię – salut!

To jest życie

Ground control to major tom

Bessie smith w słuchawkach

Tak to jest życie

 

Rakiety jak fajerwerki wzbijające się do nieba

Kroki na księżycu kroki w galaktyce

To także jest życie

Samoloty jak fajerwerki wybuchające na niebie

Tak to jest życie

Kiedy odejdziemy, zostaną po nas słoneczniki – czyli o popkulturze z innej strony

Rzadko patrzymy na teksty kultury (zwłaszcza tej popularnej) w kontekście tego, co dobrego i inspirującego możemy wyciągnąć z nich w sensie duchowym. A szkoda, bo naprawdę trochę tego jest. Dlatego dziś top 5 fajnych, raczej niepodejmujących tematów religijnych, dających do myślenia propozycji, z których możemy wiele dobrego wynieść. Jeśli chodzi o seriale, nie polecam tu całych sezonów, ale konkretne odcinki, bo – wiadomo – seriale to medium dość specyficzne i w odróżnieniu od na przykład filmów polecić je trudniej. Raz je kochamy, raz mamy ich dość, zmieniają się producenci i producentki wykonawcze, zmieniają się scenarzyści i scenarzystki, a jeśli się nie zmieniają, to podejmują czasem nieciekawe decyzje. Dlatego podrzucam tu konkretne odcinki, które można spokojnie oglądać przy nieznajomości głównej linii fabularnej. Popkultura to mój konik i pomyślałam, że warto zrobić z tego jakiś dobry użytek, więc zaczynamy.

 

Doctor Who

Doctor Who to dość specyficzna produkcja sci-fi z ponad pięćdziesięcioletnim stażem, opowiadająca o kosmicie (a ostatnio kosmitce) podróżującym przez czas i przestrzeń w niebieskiej policyjnej budce. Tak, wiem, dla osób niebędących fanami (fankami) sci-fi, brzmi to jak jakiś dziki sen, ale gwarantuję, że odcinki, które chcę polecić, nie ugryzą antyfanów science fiction, a z pewnością mogą się spodobać. DW jest serialem, który ideowo i światopoglądowo idzie w dość konkretnym kierunku, pewne rzeczy są tu dla katolików i katoliczek okej, inne niekoniecznie. Ale wiadomo, po to nam Pan Bóg dał mózgi, żebyśmy nie chłonęli dzieł (pop)kultury bezrefleksyjnie i bezkrytycznie, a ja dziś chcę się skupić na tym dobrym przekazie. A jest on taki, że przemoc zawsze jest zła i zawsze rodzi więcej przemocy, że każdy człowiek jest ważny oraz wartościowy i nie ma podziału na gorszych i lepszych. Że nieważne, jak daleko od domu się znajdujemy, poczucie naszej tożsamości może dać nam siłę, ale jednocześnie nie determinuje tego, kim jesteśmy. Że korzenie są ważne, lecz nie trzymają nas w miejscu. Niech was więc ten kosmiczny kosmita w budce nie przeraża, bo odcinki, które chcę polecić, to bardzo fajny i mądry kawałek wzruszeń.

  1. Vincent and the Doctor

źródło: bbc.co.uk

O pełnym szacunku podejściu do smutku, ukrytym głęboko w duszy i o tym, że bycie innym nie oznacza bycia gorszym. O sprawiedliwości, która może nam zostać oddana trochę za późno, lecz też o nadziei, że znajdziemy zrozumienie. O tym, że ludzie potrafią być okrutni, ale też mogą dać nam wiele dobra. I o akceptacji dobrych i złych chwil w życiu człowieka. Głęboko wzrusza, pokazuje, że świat nie jest czymś, co łatwo zmienić, ale zawsze możemy wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Dla fanów sztuki (oraz tych śledzących ostatnie oscarowe nominacje ;)) niebanalny i bardzo prawdziwy w swoim człowieczeństwie Vincent Van Gogh oraz dużo pięknego malarstwa.

 

  1. The Doctors Daughter

O wojnie, która nigdy nie prowadzi do dobrego, o trudnych decyzjach i, co bardzo ważne, o relacji z zdecydowanie nieplanowanym i raczej nie do końca chcianym dzieckiem. O miłości do tego dziecka i akceptacji. Oraz sporo o przyjaźni. Bardzo mądry przekaz w dość mocnej otoczce sci-fi, lojalnie uprzedzam 😉

 

  1. Ms, Marvel. Pokolenie Czemu

źródło: amazon.ca

Komiks, a do tego wydawnictwa Marvel, z którym często nie jest mi po drodze, ale tu akurat została zrobiona naprawdę fajna robota. Jeśli ktoś lubi komiksy albo jeszcze nie lubi, ale się ich nie boi, to serdecznie polecam. Lekka opowieść o nastolatkach, dla nastolatków i dla starszych. Pod tą otoczką lekkości i superbohaterstwa znajduje się sporo poważniejszych tematów o dorastaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości i miejsca na świcie, a także o zrozumieniu dzieciaków. I o dzieciakach, które muszą nauczyć się  rozumieć siebie nawzajem. Tak, to komiks superbohaterski, ale jeśli ktoś nie lubi tego typu opowieści, to niech jeszcze nie ucieka z krzykiem, bo rzeczy, o których wspomniałam zdecydowanie mają przewagę, a fabuła stanowi tylko pomysł wyjściowy do tych bardziej dojrzałych przemyśleń. Poza tym sporo uroczych odwołań do kultury fanowskiej i cudownie nastoletnia oraz normalna główna bohaterka. W sam raz, kiedy mamy ochotę na coś lżejszego i niebędącego jedynie pustą rozrywką (oczywiście pusta rozrywka też bywa fajna, ale ja dzisiaj nie o tym ;)). Nie jest to pierwsza część serii, ale bardzo łatwo się odnaleźć w fabule. Inne numery są w dużej mierze w porządku, mają lepsze i gorsze rzeczy do zaoferowania, ale nie zdecydowałabym się ich polecić. Ta część jest akurat lekka, przyjemna i w sam raz.

 

  1. W głowie się nie mieści

Animacja Pixara, pewnie sporo osób ją zna, bo zdecydowanie wyróżnia się na tle dzisiejszych produkcji tego typu. I wyróżnia się na plus. Opowieść o rodzinie i uczuciach, o zrozumieniu tego, co się dziej w naszym wnętrzu. I o współpracy. O tym, że czasem dobrze jest się smucić i ten smutek też jest po coś. Pouczająca opowieść dla starszych i młodszych. Starsi wyciągną zapewne z tego też inne rzeczy, ale to dobrze. Dobrze, że warstwa fabularna jest dla każdego widza. Poza tym bardzo ładna, dopracowana animacja i kreacje postaci. Pod względem wizualnym i pod względem charakteru.

 

  1. The Lizzie Bennet Diaries

 

zródło: wikipedia

Przyznam, że oglądałam tę serię dość dawno temu (i chyba nie dobrnęłam do końca), ale jest to na tyle świeża i nowatorska propozycja, że postanowiłam zaryzykować. Coś dla fanek i fanów Dumy i Uprzedzenia, dość ciekawa współczesna wariacja, rzecz jasna niepozbawiona wad, ale też pod wieloma względami całkiem sympatyczna i może się spodobać. Urocze kreacje bohaterek, sporo humoru i sporo poważniejszych, trudnych tematów. Dawka pozytywnej przyjaźni i świetnych relacji między siostrami. Dużo o tym, jak ważne jest wsparcie w rodzinie. Zwłaszcza początkowe odcinki zapamiętałam jako bardzo zabawne i odświeżające. Seria do obejrzenia na youtube, oglądałam jeszcze zrobioną w tym stylu adaptację Jane Eyre, więc jeśli ktoś byłby ciekawy, to też może ją tam znaleźć. Jane mniej mi się podobała, ale pierwsze odcinki są miłe i zabawne. Co do Lizzie – polecam, z pewną dozą ostrożności 😉

 

Na koniec mały bonus z kulturowego pogranicza. Naprawdę polecam obejrzenie. Sojourner Truth jest w Polsce mało znana, ale to wspaniała, inspirująca kobieta, pełna pasji mówczyni i aktywistka. Właściwie jedna z ikon abolicjonistycznego i emancypacyjnego ruchu w USA. Tutaj bardzo ciekawa, współczesna interpretacja jednego z jej przemówień.

 

Ps. Odświeżam bloga po dłuższej nieobecności, nie usuwam starych tekstów, bo może komuś coś jeszcze dadzą, ale  teraz będzie trochę inaczej. Sporo kultury różnego rodzaju, trochę społecznych rozważań, ale don’t worry, Pana Boga w tym wszystkim nie zabraknie. Okazjonalnie będę też straszyć swoimi wierszami 😉 A tymczasem pa, trzymajcie się wszyscy ciepło.

O słowach, różowych ubraniach i słowach raz jeszcze

(Jest jasno i świeżo po deszczu, a ja lubię wciągać głęboko powietrze. Czasem czuję się, jakbym oddychała Bogiem.)

Jestem jedną z tych osób, które mają za dużo pomysłów, a za mało chęci. Ciągle gdzieś gonię albo wręcz przeciwnie – zbyt długo stoję w miejscu. I trudno mi powiedzieć, czy bardziej szukam zmiany, czy przed nią uciekam. Cóż, to tylko niewielka część tego, jaka jestem.

Lubię kolorowe włosy (moje w tej chwili są miejscami zielone) i pisanie – podoba mi się jak słowo może oddziaływać na człowieka, fascynuje mnie to, w jaki sposób budujemy zdania, co tak naprawdę się za nimi kryje. Bo rzadko mówimy rzeczy, o których naprawdę myślimy. Z drugiej strony przeraża mnie, że jednym słowem możemy przejąć kontrolę nad innym człowiekiem. Jak ze słów można zrobić narzędzie przemocy. Coś, co może nieść tyle dobra, wykrzywiamy i deformujemy. Robimy tak ze zbyt wieloma rzeczami.

Lubię też patrzeć na ludzi i uczę się nie wpadać w wyglądowe stereotypy.  Mam kolorowe włosy, lubię kolorowe ubrania i rzeczy, które większość ludzi uznałaby pewnie za śmieszne. Nie sądzę, żeby to było ważne, ale tak się składa, że wielu z nas (większość?) często zatrzymuje się nie na człowieku, ale na jego stroju, włosach, kolczykach i tatuażach.  Jakby coś takiego mogło kiedykolwiek zdefiniować ludzką duszę. To jest ten błąd, który popełniamy mimochodem i nawet wtedy, gdy mamy najlepsze chęci. Szufladkujemy.

Śmiejemy się i płaczemy niezależnie od tego, co lubimy i jak wyglądamy. Możesz nosić różowe ciuchy od góry do dołu i być najlepsza/y w sportach wyczynowych. I niech ktoś mi powie, że nie!

Chcę powiedzieć jedno – to, jak patrzymy, wiąże się nierozerwalnie z tym, co mówimy – o kimś i do kogoś. Uczmy się patrzeć dalej i szerzej, to zrozumiemy, że słowa naprawdę wyjątkowo często potrafią boleśnie ograniczyć. Uczmy się rozumieć drugiego człowieka, zanim powiemy za dużo.

Ad maiorem

Ignacemu i wszystkim jezuitom

Ad

piszesz palcem po skale atramentem na pergaminie

A-de – jak nowy początek szelest sukni i pierwszy kamień na kamieniu

Ad

 

Potem:

maiorem

co jest wznoszeniem murów i zakładaniem okien

pakowaniem jedzenia i szumem wody w oceanie

Jest krokami po nowej ziemi i pierwszym w imię

 

Dei

– to jest trzy i jest jedno

(Ojca)

Pierwsza woda do chrztu twarze ludzi – jasne i ciemne

oczy skośne i nie nowe dusze i krzyż wysoko, wysoko

(i Syna)

To milczenie i głos gdzieś z tyłu głowy z tyłu nieba

(i Ducha Świętego)

Dei jak szept krwi wsiąkniętej w ziemię

jak szept deszczu zmywającego krew

 

W końcu:

gloriam

bez łez

chwała chwała

Spokojne g

okrągłe o

lekka kropka nad i

– nie potrzeba więcej

Kończysz  m mocną kreską przerwanym papierem i obietnicą nieba

Gloriam – to jak śpiew Aniołów na nowej ziemi

(amen)

 

ogień nigdy nie zgaśnie

nie-sen

chrześcijańskim męczennikom i męczennicom

To nieprawda że najspokojniej śpią mordercy i urzędnicy po wykonanej pracy
Śpi dziewczyna o jasnej twarzy i skośnych oczach
dziewczyna o czerwonych ustach
bo wie że jutro obudzi się i skończy
wyszywać ten złoty wzorek na tkaninie jak niebo
Śpi spokojnie niebo które czeka na słońce i czerwona ziemia też śpi
kołysząc do snu czaszki i kości i porwaną skórę

Nie śpią urzędnicy o oczach otwartych
jutro mają pracę do wykonania
a już za chwilę lada moment
– czerwone słońce obudzi ich do krzyku
(liczymy źdźbła trawy które pozostały zielone)

Ten wiersz jest dla mnie ważny, dlatego postanowiłam się nim tutaj podzielić. Nie dodam nic więcej 😉

wittenberskie zranienia

Ciężko jest mi podejmować temat, który nadal wydaje się kłujący, drażliwy i jest widocznym znakiem rozłamu w Ciele Naszego Pana. Ale nie chcę wgłębiać się tutaj w kwestie mocno teologiczne, ten tekst jest raczej próbą innego spojrzenia na człowieka, którego działania tak bardzo wyryły się w historii Kościoła.

Marcin Luter – zakonnik, reformator, heretyk, wszystko po trochu i zapewne jeszcze więcej.  Luter właściwie mógł (oczywiście, jak my wszyscy) zostać naprawdę wielkim świętym i młodego augustianina z początków jego duchowej drogi widzę właśnie jako kogoś, kto ma tę drogę przed oczami, otwartą i będącą jednym z jego wielu trudnych życiowych wyborów. Mówię czasem o nim nasz brat Marcin, chociaż trudno mi faktycznie wierzyć w te słowa. To nie była przeciętna osobowość, widzę go trochę jako młodego mnicha, może trochę idealistę, z czymś w rodzaju duchowej pustki w środku, z chęcią poszukiwań i bólem duszy, który trudno zapełnić. Wierzę, że mocno żył Jezusem i pragnął Go naprawdę poznać. Różne źródła podają, jak początkowy lęk przed surowym Sędzią zmieniał się w ufność do Zbawiciela. Jak głębokie i wymagające modlitwy, żywej relacji, musiały być to doświadczenia i jak bardzo w patrzeniu na Marcina Lutra nie powinniśmy tego ignorować.

Nie, nie mam zamiaru go wybielać, uważam, że przy wielkim celu, dobrym w zamyśle, potrzeba przede wszystkim wielkiej pokory i ufności w przewodnictwo Ducha Świętego nad Kościołem. Jeśli tego zabraknie – człowieka zżerają od środka pycha i nieokiełznane ambicje. Ale Matka Kościół potrzebowała odnowy, odnowy potrzebowali kościelni hierarchowie, wierzę, że w Marcinie Lutrze działał Duch Święty i tym bardziej mi przykro, gdy widzę, że naprawdę duży potencjał poszedł nie w tę stronę , co trzeba. Wiele rzeczy potoczyłoby się inaczej, gdyby kilka osób nie popełniło kilku (kilkunastu?) błędów.

Jednym z najbliższych mi świętych jest Ignacy Loyola, działający w duchu kontrreformacji, naprawdę pomagający Kościołowi stanąć na nogi. Co byłoby, gdyby Luter miał jego pokorę, gdyby w ten sam gorliwy sposób poddawał się nakazom władz kościelnych? Czy wtedy mielibyśmy kolejnego wielkiego patrona i o jedną (lub więcej) ranę mniej? Czy gdyby w chuście z Manopello jeden niepokorny człowiek dostrzegł faktycznie Oblicze Jezusa, bunt w jego duszy ujrzałby światło dzienne?

Bóg zawsze chce nas uczynić wielkimi w swej małości. Ważne, żebyśmy nigdy o tej małości nie zapominali.

Sczepan

Dziwne to, że w jeden dzień rodzi się Jezus, a w drugi Szczepan zostaje zabity.

Ale gdy Jezus się rodził, było tam także widmo krzyża, przeznaczenie, które mówiło, że umrze, byśmy z kolei my na nowo się narodzili. Szczepan umierając, narodził się dla Nieba, narodził się w Bogu. I wierzę, że również jego modlitwy pomogły wielu w ten sposób się narodzić, także Pawłowi z Tarsu. W tym wszystkim jest jeszcze cierpienie, które ofiarował za swoich prześladowców, męczeństwo, którego nie sposób zignorować. Jak bardzo zbliża to Szczepana do Jezusa, jak bardzo staje się podobny Bogu, jak wielkie i niepojęte osiąga szczęście.

Trudno mi pisać i mówić na temat cierpienia, zwłaszcza teraz, kiedy na świecie dzieje się tyle zła, ale myślę, że właśnie ten trudny czas może być dobry, by podjąć jakieś oczyszczenie myślenia i spojrzeć na cierpienie z innej strony. Chcę tylko powiedzieć, że wszystko oddaję Panu, by w tym cierpieniu ofiary i sprawcy mogli na nowo się dla Niego narodzić. Może to właśnie jest sens tego wszystkiego, może to właśnie jest sposób? Pewne jest to, że On pragnie dla nas gruntownego, radykalnego szczęścia, radykalnego oczyszczenia, które czasem musi się dokonać w krwi i łzach. Jego i naszych.

serce dziecka

Adwent to dziwny czas, pełen cichej radości i przygotowania. Cichej radości – bo tyko w skupieniu możemy się przygotować na największy z cudów, oczekiwania, a przy okazji pokuty i nawrócenia – bo tylko czyste i cierpliwe serce potrafi pojąć Tajemnicę przez duże „t”. I tylko takie serce ma w sobie dość pokory, by prosić małe dzieciątko o nawrócenie z błędów.

 

Jezus przyszedł i mówił o rzeczach prostych, zbyt prostych (skomplikowanych), by zrozumieli je dorośli ludzie o butnych sercach – sercach, które za czasów Mojżesza nie chciały dopuścić do siebie prawdy o nierozerwalności małżeństwa. Rzeczy, o których mówił Jezus, przyjęły dzieci z całą swą niewinnością.

Adwent jest po to, by nasze serca przestały szukać dorosłości w świecie, a zwróciły się do małego dziecka, które potrafi je nauczyć rzeczy dobrych i prostych.

Jak to jest z Nowenną Pompejańską (i innymi modlitwami)?

Jesteśmy zawsze razem, Jezus i ja. W milczeniu, w słowach modlitwy, zawsze. Zaniedbanie takiej relacji prowadzi do śmierci duszy jeszcze za życia ciała. Dlatego trzeba modlić się nieustannie, tylko wtedy czujemy, że Żyjemy naprawdę.

To będzie w pewnym sensie świadectwo, w pewnym sensie troszkę wyrażenie osobistych przekonań. Tak to jest z Nowenną Pompejańską, że czujemy silną presję, by traktować ją jak swego rodzaju pewnik, magiczną formułę do spełniania życzeń. A przynajmniej zdaje mi się, że tak robimy, ja do pewnego czasu również podświadomie zachowywałam się w ten niedojrzały sposób.

Nowenna nie do odparcia.

Ale przecież wiary nie należy pokładać w odklepaniu formułki, nie wolno robić tego modlitwie. Wiarę należy pokładać w Bogu, w orędownictwie Maryi i Świętych, w relacji z nimi wszystkimi. Kiedy szczerze prosimy kogoś o pomoc, zwłaszcza bliską osobę, ona nam nie odmówi. Co więcej – daje nam wszystko, co jest dla nas najlepsze. To dlatego przy odmawianiu tej Nowenny otrzymujemy często łaski, których się nie spodziewamy, a które przewyższają nasze najśmielsze oczekiwania. A jeśli prosimy o coś, co nie jest dla nas dobre, Bóg pokaże nam, że naszej duszy pomoże zupełnie coś innego, o niebo wspanialszego.

Nowenna Pompejańska nie do odparcia staje się właśnie wtedy, gdy pokładamy ufność w Bogu, w Maryi i naszej obustronnej miłości. Nie oczekujmy, że modlitwa traktowana w sposób przedmiotowy będzie owocna. Oczywiście Bóg wykorzysta wszelkie środki, by do nas dotrzeć, ale nam również powinno zależeć na budowaniu bliskości z Nim.  Modlitwa to układanie relacji od podstaw i pogłębianie jej, odmawianie regułek tym nie jest.

Modlitwa nie do odparcia będzie zawsze, jeśli damy z siebie choć trochę, by pokazać Bogu, że traktujemy Go jak Ojca, a nie maszynę do spełniania zachcianek.

Ja dzięki Nowennie Pompejańskiej otrzymałam łaski, o jakich nie śniłam, te, o których śniłam, też, ale Bóg wykorzystał moją modlitwę przede wszystkim, by dać mi również coś o wiele cenniejszego niż ziemskie dobra – pokorę i miłość do Niego.

Ojcze nasz

To bardziej luźne przemyślenia niż większa całość, ale mniejsza – zaczynamy 😉

Jednym z największych błędów człowieka jest to, że chce się spotykać z Bogiem na swoich własnych warunkach.

Czytam wiersz Barańczaka (Stanisława), naprawdę dobry technicznie, taki, który wielu ludzi rozumie podświadomie, bo zna już tę samą pustkę i plączący się gdzieś w oddali egoizm. „NN próbuje przypomnieć sobie słowa modlitwy”. Ostatnia strofa jest dla mnie jak cierń wbity prosto w serce:

Ojcze nasz, którego nie ma, 
Którego imienia nikt nawet nie wzywa 
prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej litery, 
bo świat radzi sobie bez Ciebie,

a potem:

bądź: 
ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza 
wszystkie te dzisiejsze 
kłamstwa, lęki, zdrady, 
wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione 
musi wierzyć, żeś jednak jest, 
musi wierzyć, żeś jest, aby przespać 
tę jeszcze jedną noc. 

Zastanawiam się, jak to możliwe, że nawet, gdy już zupełnie nie radzimy sobie w tym naszym świecie bez Boga, a za to wypełnionym milionami bożków, nadal jesteśmy zbyt butni, by poprosić Go o pomoc. Pozwalamy gnić naszej duszy w oparach egoizmu, robimy wszystko, żeby tylko nie zniżyć się do prośby o pomoc. Między Ojcze nasz a bądź kryje się najgorsze kłamstwo, jakie może powstać, takie, z którego niekiedy musi oczyścić nas cierpienie, by przestało istnieć (to chyba jedno z najczęstszych kłamstw, jakimi posługuje się zły duch).

świat radzi sobie bez Ciebie

Prawdziwa pokora jest wtedy, gdy przyznajemy, że bez Niego świat zamienia się w piekło.